Tak długo stałam na samym środku, zastanawiając się, w którą iść stronę. Za każdym razem, kiedy już prawie się decydowałam, coś się działo. Aż w końcu tak bardzo chciałam wierzyć, że chyba nawet zaczęłam samą siebie przekonywać. Tylko okazało się, że nie było warto podejmować decyzji. Na pewno nie takiej.
Tak naprawdę nie chciałam tego wiedzieć. Nie chciałam, żeby tak było. I jak dziwnie się poczułam i nadal czuję. Skalkulowałam sobie wszystko i poczułam się gorzej. I nie spodziewałam się tego. Tego wszystkiego, bo uwierzyłam, bo tak bardzo chciałam wierzyć, że jest inaczej, że mogłabym…
A może to po prostu ja jestem inna. Może tak naprawdę, to ze mną jest coś nie tak, a nie z innymi. Może to właśnie chodzi o mnie. Może to tylko ja nie pasuję do tego wszystkiego, do tej całej układanki? Tylko, że poczucie tego, tak cholernie boli.
Mały Książę miał rację. We wszystkim. Szczególnie, kiedy mówił o samotności.
“Na pustyni jest się trochę samotnym.
- Równie samotnym jest się wśród ludzi.”
Leżałam tak sama i cała się trzęsłam. Tak bardzo nie chciałam być sama. Słyszałam swój oddech i serce, czułam wszystko, a raczej przestawałam czuć. I to całkiem zabawne, bo mówiłam “pomocy”, tylko do nikogo. Tak bardzo się bałam. A nikogo nie było. A nawet prosiłam…
A wystarczyłoby, żeby ktoś zaczął do mnie mówić.
***
“Wiesz… gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca.”
Chyba je polubię. Zacznę od dzisiaj.
***
I can’t help myself.
Just don’t know what to do.
But I can’t help myself.
I just can’t help myself.
I can’t help myself still believing.