Mimesis

Czasami zastanawiam się ile w moim życiu jest rzeczywistości, ale ile w nim fikcji. Fikcji, którą sama sobie stwarzam. Za każdym razem, kiedy próbuję wytłumaczyć sobie pewne sytuacje. Kiedy mówię sobie, że to nie jest specjalnie, że na pewno nie przeze mnie, że to nie moja wina albo z kolei moja wina… że przecież przyjedzie, zadzwoni, że mu zależy, że nie chce mi robić krzywdy, nie chce, żebym płakała… Za każdym razem, kiedy próbuję samą siebie przekonać, że to, co robię jest słuszne, że te wszystkie decyzje, które podejmuję są dobre, że są dobre dla mnie, że to jest takie, tamto wróci, a tamtego już nigdy nie będzie…

I tak tworzę swoją fikcję, tłumacząc sobie rzeczywistość na wszelkie możliwe sposoby, wymyślając i domyślając dodatkowe aspekty i scenariusze… Nigdy nie zdarza mi się jej przyjmować takiej, jaka ona jest. Nie przyjmuję faktów. Nawet te bezsprzeczne obudowuję w niezliczoną ilość “gdyby”, “może”, na pewno nie…” itd.

I tak tworzę sobie cały czas taki swój świat w świecie. Swoją rzeczywistość w prawdziwej rzeczywistości, która tylko ją naśladuje.

Mimesis.

I w tym swoim mimesis się gubię. Nawet w tym świecie, który sama tworzę. A może właśnie dlatego się w nim gubię? Może gdybym zaczęła żyć w prawdziwej rzeczywistości byłoby mi łatwiej. Może gdybym zaczęła decydować naprawdę. Gdybym zamiast domysłów i wymysłów po prostu przyjmowała fakt, takim jakim jest – faktem. Gdybym przestała otaczać go tymi wszystkimi “ale”…

A może po prostu wystarczyłoby, żebym została nawet w tym swoim mimesis, ale zaczęła myśleć o sobie. O tym, czego chcę, czego pragnę, czego na pewno nie chcę i likwidowała to, odrzucała…

I tak jestem zawieszona między dwoma światami i próbuję nie spaść. Codziennie to robię. Próbuję. Nie robię, ale próbuję. Tylko próbuję. Nie mam tyle odwagi, żeby przestać próbować i po prostu to zrobić. Zdecydować.

Coś się zmieniło. Coś we mnie się zmieniło.

I chciałabym być tylko szczęśliwa. A teraz… ja nawet przestałam marzyć. Tak po prostu nie marzę o niczym, tak, jakby nie było nic, czego pragnę, bo tak bardzo zwątpiłam, że mogłabym to mieć…

Pustka. Gdzieś we mnie coś zniknęło i teraz boli.

Chciałam tylko być szczęśliwa… Chcę tylko być szczęśliwa…

A tymczasem uciekam i nikt za mną nie biegnie. Nikt mnie nie woła.

Nikt.

A ja w głębi duszy chciałabym, żeby było inaczej. Chciałabym, żeby ktoś za mną pobiegł, dogonił mnie i zatrzymał. Żeby tak po prostu zadecydował za mnie. Zatrzymał mnie…

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.