Pół dnia siedziałam w pokoju na podłodze i wgapiałam się w zawartość swojej szafy. Robiłam to na zmianę z obserwowaniem oczek Psotki… Od wczoraj mam taki jakiś dyskomfort psychiczny. Czymś się denerwuję i nie potrafię ani nad tym zapanować, ani nie wiem nawet z jakiego powodu tak się czuję…
I siedziałam. Poczułam się chyba jakaś taka strasznie sama, jakbym nie bardzo pasowała do tego wszystkiego, co mnie otacza… I chyba jestem jakaś taka strasznie aspołeczna ostatnimi czasy. Ale to inna sprawa… W każdym razie poczułam sie po prostu źle, i co dziwne, chyba właśnie tego potrzebowałam, żeby móc spokojnie myśleć, chociaż nie doszłam do żadnego konstruktywnego wniosku. Do żadnego właściwie nie doszłam… I mogłabym nawet tutaj trochę pomalkontencić, ale w sumie nie widzę potrzeby, aż tak się wywewnętrzniać, bo to i tak nic nie da. Tak więc, szkoda czasu po prostu…
Byłam wczoraj z mamą w kinie. Namówiłam ją na przegląd filmów uchodźczych… Poszłyśmy na welcome to Sarajevo / aleja snajperów. Mocny film. Bardzo. Na faktach… To wszystko było takie jakby nierealistyczne, że aż trudno wyobrazić sobie, ba! zrozumieć, że to się działo… Myślałam, że będę umiała tu coś napisać, ale nie umiem opisać tego słowami. Najbardziej wymownym fragmentem był obraz ostrzeliwanego sierocińca, który właściwie nawet sierocińca nie przypominał… Zestawiony z przyjazdem “ważnej osobistości” skomentowanej “nigdy nie widziałem kogoś tak czystego”… Oczywiście osobistość ze wspaniałego zachodu, która do powiedzenia nie miała tak naprawdę nic, poza tym, że oni wiedzą jak jest… i tyle, bo nic nie zrobią. W tym momencie poleciała piosenka “don’t worry be happy” i znów pokazali Sarajewo… Straszliwy paradoks! A najgorsze, że odniosłam wrażenie, że do teraz tak jest. Ktoś przyjeżdża na miejsce katastrof, wojny itp. wysiada z opancerzonego samochodu, wbiega do schronu i oczywiście tak serdecznie wszystkim współczuje, że aż nie może się doczekać powrotu do domu i zobaczenia siebie w telewizji, że tam był… Przerażające.
A drugi fragment… Kiedy pokazali obóz… Jak Oświęcim… Nie wiem nawet, czy te nie były bardziej przerażające. Po komentarzu “to więźniowie, z którymi pozwolono nam porozmawiać” zapadło milczenie… Przeraźliwe milczenie…
Pomijam oczywiście samą Aleję snajperów…
Wyszłam z kina i wróciłam do swojego świata… Byłam w Polsce… Tak narzekamy na nasz kraj, a nie potrafimy nawet w połowie wyobrazić sobie, co dzieje się w innych miejscach na świecie… że dla tych ludzi, uchodźców Polska to raj, ziemia obiecana.
A nawet mijając ich na ulicy nie umiemy czasem spojrzeć na nich życzliwe. Nie widzimy ich, albo patrzymy z obrzydzeniem i niechęcią…
Od wczoraj zastanawiam sie jak to jest, kiedy budzą Cię strzały i wybuchy bomb… Kiedy przechodzisz ulicą i nagle pada strzał snajpera… Nie wiesz nawet skąd i dokąd uciekać, ani kogo snajper trafił… Kiedy na co dzień widujesz ludzi zabitych i rannych od wybuchu bomby, czy moździerzy…
Co jakiś czas to widzę… Ty też… Oglądasz to w wiadomościach i… po chwili zapominasz… Tak, mi się też to zdarza… Ale przecież musi być coś, co można zrobić! Do cholery, musi!
Ale co?
W każdym razie ten film trzeba obejrzeć! I nie tylko ten… wszystkie… żeby zobaczyć, żeby zrozumieć… spróbować zrozumieć… Tylko jak można zrozumieć fakt, że ludzie ludziom zgotowali ten los…?!