Zastanawiam się czasem ile osób patrząc teoretycznie w tym samym kierunku widzi to co ja…? Siedziałam w tramwaju i zobaczyłam martwą wronę w śniegu. Zrobiło mi sie przykro. Tak jakoś, po prostu. Czy ktoś jeszcze ją zauważył?
Chyba wszystko jest kwestią czasu. Coś jest, a potem znika… Przemija. Uczę się tego. Uczę się czasu.
Właściwie sama już nie wiem co chciałam napisać. Wczoraj napisałam do “moich dokumentów”, a dzisiaj wypisałam się w wierszu. Nie pamiętam kiedy ostatnio “wierszowałam”. Właściwie to jak jest mi dobrze i jestem szczęśliwa to nie piszę. Wtedy po prostu nie ma weny. Owszem, czasem gdzieś tam przez moment… zdarza się, ale wczoraj wieczorem przyszła i chyba została.
Zamknęłam oczy i ułożyłam wiersz. Chciałam nawet wstać żeby go zapisać, ale usnęłam. Obudziłam się i on nadal był w mojej głowie, a przecież nigdy nie pamiętałam… Skończyłam go na przystanku. Zapisałam w telefonie i przed chwilą przepisałam na kartkę. Chyba niezły, bo mama spytała czy to mój…
Owszem mój. W 8 wersach zamknęłam cały swój strach, niepokój, wątpliwości, smutek, żal… itd. Od wczoraj…
Banalny tytuł Kwestia czasu. (dla M.)
Znów patrzę na niego uważnie, chodzę na palcach i szepczę. Strach nie ma wielkich oczu. Ma takie jak moje.
Nie chcę go stracić, ale… Tak. mam wybór. Z zasady zawsze jest wybór, ale ja ten wybór mam przez zasady, a nie z zasady czy dla zasady.
Uczę się, że wszystko jest tylko kwestią czasu i swój niepokój zagłuszam muzyką.
Czas…
Muszę się tylko nauczyć go oswoić.
***
Myślę o nim. Sprawdzam czy jego słowa nie nabrały innego sensu i nie złagodniały. Nie, chyba nie. Chyba nie nabiorą.
Wybacz, że masz w sobie tyle złości.