Niedziela minęła mi na myśleniu… O sobie, o tym co było i co, czysto teoretycznie może być. Właściwie nie doszłam, jak zwykle, do żadnych konstruktywnych wniosków. A może i coś niecoś wymyśliłam, ale nie mam ochoty sobie tego do końca uświadamiać (jak zwykle)… Tak na wszelki wypadek. To coś w stylu metody unikania. Nie, to jest metoda unikania!
Najchętniej użyłabym ją do wszystkiego, ale jakimś dziwnym trafem niektóre sytuacje wcale nie chcą ze mną współpracować w tej metodzie i nie da się ich uniknąć. To dokładnie jak w moich snach… Śni mi się, że ktoś mnie goni, uciekam, zaczynam biec, ale im szybciej chcę biec tym wolniej się poruszam, prawie stoję w miejscu. Nigdy nie udało mi się uciec. Ani we śnie ani na jawie.
To zastanawiające jak z dnia na dzień może być coraz gorzej. Jak każde 24 godziny zmieniają moje życie, mój dom. Mam dosyć brudnych naczyń, jedzenia w szafkach zamiast w lodówce, krzyków w nocy, wołania i tych pieprzonych halucynacji, czy jak to nazwać… Czasem się jej boję. Chyba jestem zawieszona między powinnością szacunku, a nienawiścią. Nikomu tego nie życzę. I sama nie wiem przez to wszystko, czy ja jestem zła? Czy jestem złym człowiekiem?
Tak często zamykam oczy, żeby nie widzieć. Tylko dlaczego to nie działa? Może można gdzieś znaleźć troszkę, choć odrobinkę spokoju, normalności…?
Naiwne pytania.
W odpowiedzi mogę schować się pod kołdrę, popłakać i wyobrażać sobie, że kiedyś ktoś mnie zabierze na koniec świata i tam zamieszkamy i będę szczęśliwa… w drewnianym domku z zielonymi okiennicami, kominkiem, fotelem bujanym i słonecznikami przy płocie…
A teraz? Chciałabym być chociaż troszkę traktowana poważnie. Bo chwilowo nie wiem kim właściwie jestem. Bliższą kumpelą? Taką równiachą, z którą można iść na mecz i się napić, powiedzieć o swoich problemach i liczyć na jej pomoc… Bez brania mnie na poważnie i traktowania mnie jak przystało na gentelmena…
Tak bardzo się pogubiłam! Tak bardzo… Nie wiem nawet, czy to ja tak szybko się kręcę wokół własnej osi, czy stoję w miejscu, a wszystko dookoła mnie tak pędzi?
Mam w sobie taki bałagan, że znowu piszę wiersze… Jak mam do cholery uporać się z tym całym bałaganem?!
.