Którejś środy weszłam do empiku i przechodząc między regałami oglądałam książki. Wpadła mi w ręce “sto dni po ślubie”. Jak zwykle przeczytałam zapowiedź z tyłu książki, a potem pierwszy rozdział. Obiecałam sobie, że jak zdam egzamin to ją sobie kupię. Szczerze mówiąc myślałam, że może dzięki tej książce znajdę w końcu odpowiedź na swoje pytanie…Na swój problem…’
Zdałam i kupiłam.
Czytało mi się świetnie, ale jak zwykle nie wytrzymałam i przejrzałam końcówkę książki. Im dłużej czytałam, tym bardziej byłam zła na główną bohaterkę… Nigdy mi się takie coś nie zdarzało… Może dlatego, że tak bardzo rozumiałam tematykę. Tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że wcale nie szukałam jakiejś odpowiedzi, ale konkretnej, bo kiedy wydawało mi się, że już ją znam, wcale mi się nie podobała…
Okazało się, że niezbyt dokładnie przejrzałam końcowe strony, bo zakończenie było zupełnie inne. Było takie, na jakie liczyłam od początku… Tylko, że wcale mi to nie pomogło. Nadal nie odczułam ulgi, ani w ogóle tego, na co liczyłam, kupując tę książkę…
Zastanawiałam się dlaczego i mam pewną koncepcję… Wszystko przez to, jak się czuję. Jak się czułam czytając tę książkę. Jak jestem traktowana… Jakkolwiek dziwacznie i niejasno to brzmi…
***
Zawsze imponowali mi faceci, którzy byli gentelmenami. Przepuszczają kobietę w drzwiach, wstają, kiedy ona podchodzi, zwalnia jej miejsce… To wszystko jest takie urocze. Tylko, że mnie faceci zwykle traktują jak zwyczajna kumpelę, nie jak kobietę, przy której wypadałoby się zachować, jak prawdziwy facet… Chociaż sporadycznie zdarza mi się być przepuszczaną w drzwiach…
To w sumie też trochę związane z tą książką…
Bo od dłuższego czasu czuję się jakbym stała za jakąś szybą. Jakby między nami stanął mur. Słyszę jego głos, rozumiem, co do mnie mówi, ale jak tylko chcę się zbliżyć to czuję szkło… Myślałam, że to będzie mijać, że to tylko tak przez jakiś czas… Końcówka września, egzaminy i w ogóle… Ale jakoś tak ta szyba staje się coraz grubsza i coraz zimniejsza… A ja stoję za nią sama i mogę tylko biernie patrzeć, słuchać i czekać… ale na co ja czekam właściwie? Na co ja znów czekam?
***
Kiedy kilka lat temu M. zostawiając mnie, powiedział mi, że to dlatego, że jestem za dobra, myślałam, że to najgłupsza wymówka jaką słyszałam… Ale po tych kilku latach rozumiem, co chciał mi przez to powiedzieć… Szkoda, że zrozumiałam to dopiero niedawno… Może gdybym zrozumiała to wcześniej, to nie popełniłabym tego samego błędu… Teraz już trochę za późno na naprawianie tego, do czego go przyzwyczaiłam… Stoję więc za tą szybą i mogę sobie pluć w brodę…
***
Mam syndrom odrzucenia. Boję się, że znowu zostanę sama, że facet mnie zostawi… Jak tylko zaczynam czuć coś co przypomina obojętność z jego strony, zaczynam się okropnie bać…
Wkurza mnie, że on uważa, że to mój problem… że muszę sobie sama z nim dać radę. A nie musiałabym sobie z niczym radzić sama, gdybyś nie traktował mnie czasem tak obojętnie. Gdybyś nie ustawiał tej cholernej szyby! Ale może, nawet na pewno to też z mojej winy, że za późno zrozumiałam, to co powinnam już dawno była zrozumieć…
Kupiłam książkę, żeby znaleźć odpowiedź… Przeczytałam ją i mam jeszcze więcej innych pytań, na które tak chciałabym znać odpowiedź! Muszę kupić nową książkę? Poprosić o pomoc, czy walić głową w tę cholerną szybę, która pewnie i tak za chwilę znów stanie…
***
Zdarza mi się nie mówić o sobie, ciągle słucham i milczę, ale nawet jak chcę pomóc to On traktuje mnie jak intruza.
Milczę. Niestety nie umiem znikać i nie umiem nie czuć…
***
Czekam na mój fotel bujany… Moje marzenie z dzieciństwa…
I myślę o tych ostatnich “przebłyskach” bez ściany. O kasztanach, które prawie spadały nam na głowy, a On mnie mocno przytulił…
***
Byłam dziś pobiegać… Zero kondycji.
Muzyka, muszę kupić sobie słuchawki. Potrzebuję muzyki, żeby zagłuszyć… Wracam do tego, co rok temu…? Dzisiaj Fido.
Mam ochotę na koncert jazzowy w Blue nocie… z Nim… Taki jak za pierwszym razem…
Wszystko jak za pierwszym razem.
***
Zgubiłam pilota. Znów. Idę spać